Trochę niespodziewany wolny weekend szybko nabrał rumieńców w postaci wyjazdu w Beskid Śląski, a konkretnie do tamtejszego kurortu czyli Wisły, gdzie zostaliśmy ugoszczeni przez Stefana, skąd mogliśmy wyskoczyć sobie na sobotnią wędrówkę po zaśnieżonej dolinie, stokach, i szczycie oczywiście również, przesympatycznej Baraniej Góry. Było mgliście, cicho i leniwie (z wyłączeniem doliny pełnej kuligów nawalonych Ślązaków), czas płynął trochę wolniej, dzień skończył się trochę później niż zakładaliśmy a miejscowa położona mocno na uboczu restauracja okazała się serwować najlepszego smażonego pstrąga, jakiego w życiu miałem okazję spożywać. Jednym słowem relaks pełną gębą i reset umysłu, jaki można sobie czasem wymarzyć. Acha - i czas przejścia praktycznie taki jak na mapie - znaczy że było dość lajtowo, bo o aż taką kondycję bym siebie czy też nas, raczej nie posądzał ;-)
Zresztą popatrzcie...























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz